Poradnik (nie)przeciętnego wychowawcy

W takich przypadkach należy zdjąć z siebie ciężar odpowiedzialności, bo nie można odpowiadać za coś, co od nas nie zależy. Trzeba umieć zadbać o siebie, zaopiekować się sobą, zrelaksować i nauczyć odpoczywać, bo podobno umiejętność odpoczywa- nią, jak każda inna nieużywana umiejętność, może zaniknąć. A dobry wychowawca – to wychowawca zdrowy psychicznie, zrelaksowany, pogodny, pozytywnie nastawiony do życia i podejmowanych działań.
Jak wobec tego uczyć w szkole i nie zwariować, a do tego zasłużyć na miano Wychowawcy Roku 2010, 2011 czy 2020? Ważne, by przez 3 lata stać się dla dziecka kimś istotnym, kimś, z kogo będzie brało przykład, z czyim słowem będzie się liczyć. Trzy lata w klasach początko-wych, 4-6 w gimnazjalnych to pomost między kolejnym etapem edukacji. Dobry wychowawca pomoże przejść dziecku przez ten pomost i będzie w stanie pogodzić się, że na końcu trzyletniej drogi nie będzie już dziecku potrzebny. Może istnieć w pamięci dziecka, może jeszcze co roku dostawać życzenia na Dzień Nauczyciela, ale roli przewodnika pełnić już nie będzie. Tę rolę, naturalną koleją rzeczy, przejął wychowawca (oby równie odpowiedzialny) z kolejnego etapu edukacji.  Nie możemy iść z każdym, bo na kładce zrobi się tłok i może być niebezpiecznie. A my przecież mamy kolejnych uczniów, których musimy „przeprowadzić przez most”.
Jak zrobić to najlepiej? Na spotkanie wychowawców Roku 2010 przyjechało 10 nauczy- cieli. Pomyślałam, że ta liczba 10 coś znaczy i ułożyłam moje przekonania jak stać się Wychowawcą  Roku  w  10  przykazań.  Miało  być  bez  moralizowania,  ale  jako  belfer  jakoś nie potrafię.
Oto moje propozycje-przykazania:
1.    Nie będziesz traktował wychowawstwa jako obowiązku, ale jako przyjemność.
2.    Nie będziesz udawał, że jesteś nieomylny.
3.    Pamiętaj, abyś dobrze towarzyszył dziecku, które wychowujesz.
4.    Czcij mądrzejszych od siebie i korzystaj z ich pomocy.
5.    Nie zabijaj w dziecku inności.
6.    Nie bądź śmiertelnie poważny.
7.    Nie kradnij pomysłów innych, stać cię na kreatywność.
8.    Nie krytykuj wyłącznie, ale wspieraj.
9.    Nie żądaj od siebie zbyt dużo…
10.    …Ani tym bardziej zbyt mało.

Nie będziesz traktował wychowawstwa jako obowiązku, ale jako przyjemność

Jesteś wychowawcą, bo chciałeś nim być, czy wyznaczył cię dyrektor? Masz pomysł na klasę, którą masz objąć, czy po prostu opłaca ci się ta funkcja. Ktoś, kto odpowiada twierdząco na drugą część zdań, nie znaj-
dzie w tej funkcji przyjemności. A taką daje niejednokrotnie bycie dobrym wychowawcą: wtedy,

gdy np. rodzic zapisujący swoje drugie dziecko do szkoły oblicza, czy jest szansa, bym to właśnie ja była jego wychowawczynią, albo gdy wychowanek co roku przychodzi do ciebie w Dzień Nauczyciela z kwiatkiem, choć uczęszcza już do liceum, lub gdy dzieciaki odnoszą sukcesy, wygrywają konkursy, są aktywne, inicjują działania w innej szkole – pielęgnują zaszczepione przez ciebie wartości.

Nie będziesz udawał, że jesteś nieomylny
Nie będziesz udawał, że wszystkie twoje osądy są prawdziwe i jedynie właściwe. Jako nauczyciele uczymy się przez całe życie. Nie chodzi mi tu o typowe dokształcanie, uczestnicze- nie w kolejnym kursie czy warsztatach, ale o uczenie się przez doświadczenie, np. w kontaktach z trudnym uczniem, dziwnymi czasem rodzicami, innymi nauczycielami. Jeśli pozwolimy sobie na chwile refleksji i przemyślenia, wyciągnięcie wniosków, to dużo się nauczymy. Błąd wpisany jest w naturę ludzką i każdy ma do niego prawo. Ważne, żeby umieć się do błędu przyznać, i jeśli postąpiliśmy niewłaściwie, bo bez refleksji, bo w nerwach wypowiedzieliśmy słowo, którego potem żałujemy, lepiej przyznać się, przeprosić, niż tkwić w poczuciu winy.
Uczyć możemy się też od naszych wychowanków. To, że mają po 10 czy 12 lat, nie znaczy wcale, że w jakiejś kwestii nie mogą być od nas mądrzejsi.  Przy okazji opisu pomnika Małego Powstańca 11-latek interesujący się militariami jest w stanie całą godzinę opowiadać o broni, jakiej używano w Powstaniu Warszawskim, a przy okazji przerabiania „Hobbita” – fan gatunku fantasy może opowiedzieć o jego genezie. Czerpmy korzyści z wiedzy i zainteresowań naszych uczniów. Szczerze przyznajmy, że nie znamy się dobrze na jakimś temacie i chętnie posłuchajmy ucznia, nawet kosztem godziny lekcyjnej, którą zgodnie z programem jakoś da się zrealizować. Nie bądźmy tacy sztywni. Podobało mi się, gdy uczennica stwierdziła, że „pani jest fajna, bo taka nowoczesna”, a uczeń dodał, że „pani po prostu potrafi dostosować się do XXI wieku”.

Pamiętaj, abyś dobrze towarzyszył dziecku, które wychowujesz
Dziecko w dzisiejszym świecie, niejednokrotnie zawieszone gdzieś między światem real- nym a wirtualną rzeczywistością, jest zagubione i samotne. Często czuje się osamotnione będąc wśród ludzi, w szkole i w rodzinie. Współczesne dziecko, jak powiedział prof. Jędrzejko, ma ojca Toshibę i matkę Sony, gdyż „realni” rodzice często pracują po 12 godzin dziennie. I tu pojawia się potrzeba dobrego wychowawcy, który będzie mądrze towarzyszył dziecku, który pokaże mu świat wartości i norm, uporządkuje chaos w głowie młodego człowieka odczuwającego rozbież- ność między tym, co mówią rodzice, nauczyciele, a tym, co pokazuje telewizja, Internet lub mówią starsi koledzy. Młodzi nie wiedzą, w co wierzyć i jak żyć? Tu więc zaczyna się rola wychowawcy – towarzysza, starszego, subtelnego doradcy, w żadnej mierze nie kolegi, nie przy- jaciela. Pamiętajmy, że na kolegę można się zwyczajnie obrazić. Nieprzekraczalność granic jest jednym z elementów, o których w kontaktach uczeń – nauczyciel żadna ze stron nie może zapo- mnieć.
Sam przestrzegaj norm i wartości, które głosisz. Jeśli dzieci wyczują fałsz lub zobaczą przykład sprzecznego z głoszonym działania, wszystko, do czego ich przekonywałeś, uznają za kłamstwo i w konsekwencji staną się podejrzliwi i nieufni. Jeśli mówię im o korzyściach płyną- cych ze sportu i zdrowego stylu życia, a po lekcjach uczniowie widzą mnie uprawiającą nordic walking, to staję się dla nich wiarygodna.

kowej,  by  wiedzieć,  czego  i  w  jakiej  mierze  wymagać.  Ja  dopiero  mając  własne  dziecko w klasie IV zrozumiałam, jak ten okres jest dla dziecka trudny, jak burzliwe jest przejście do drugiego etapu edukacyjnego. Przestałam zadawać tak duże ilości prac domowych, wiedząc, że gdy jednego dnia zadadzą je wszyscy ze swoich przedmiotów, dziesięciolatek nie poradzi sobie z ich odrobieniem, a to z kolei wywoła niepotrzebny stres i frustrację. Lepiej więc zrobić więcej na lekcji. A na dodatek, jeśli zadasz pracę domową, a potem jej nie sprawdzisz, to w ogóle taka praca domowa nie spełni swej roli.

Czcij mądrzejszych od siebie i korzystaj z ich pomocy
Jeśli coś przerasta nasze możliwości, nie potrafimy wniknąć w istotę problemu, nie jeste- śmy w pełni przekonani o słuszności naszego sądu, to dla własnego dobra i dla dobra dziecka zwracać powinniśmy się do specjalistów. To po to właśnie psychologowie kształcili się przez
5 lat, by nam pomagać. Nauczyciel, nawet po serii psychologicznych szkoleń, nie jest tak przy- gotowany jak doświadczony psycholog, mający już gotowe, wypracowane narzędzia i metody. W naszej świadomości pokutuje jednak jeszcze ciągle przekonanie, że jeżeli szukasz pomocy, to znaczy, że sobie nie radzisz. A to właśnie nie objaw słabości, ale mądrości i odpowiedzialności za dziecko, któremu chcemy jak najbardziej pomóc.
Jeżeli  jakiś  uczeń  zaczyna  sprawiać  problemy,  to  ty  jako  wychowawca  masz  tylko w 10 – 20% wpływ na zmianę jego zachowania; oprócz ciebie wpływ na dziecko mają pozostali nauczyciele, ale przede wszystkim rodzice i środowisko, w jakim się wychowuje. Nie możesz też w takiej sytuacji zająć się tylko tym jednym dzieckiem, a zostawić samym sobie np. dziewięt- naścioro. Wychowawca nie może skupić się na jednym dziecku, musi jednakowo dbać o rozwój wszystkich. I tu właśnie pojawi się najodpowiedniejszy moment, by skierować to jedno dziecko do specjalisty. A jeśli nawet wykwalifikowanym specjalistom nie uda się pomóc uczniowi, to ciężar porażki rozłoży się na kilka osób. Nie jest to uciekanie od odpowiedzialności, ale dbanie o własne zdrowie psychiczne. Nie jesteśmy w stanie pomóc każdemu i we wszystkim, a tym bardziej wpłynąć na coś, co od nas niezależne. Możemy pokazać uczniom, jak żyć pięknie i ciekawie. Wytyczyć kierunki, dać kompasy i pokazać, jak z nich korzystać. A czy ruszą wska- zanymi przez nas drogami, pokaże czas.

Nie zabijaj w dziecku inności

„Gdyby wszyscy mieli po 4 jabłka,
…. nikt nikomu nie byłby potrzebny” (ks. J. Twardowski)

Znajdź w każdym wychowanku coś niepowtarzalnego i uwypuklij to, uczyń z tego walor i atut. Aby dobrze poznać uczniów z mojej klasy, dwa razy w tygodniu proszę jedno dziecko na
20-minutową rozmowę, dosłownie o wszystkim. Starannie się do tego przygotowuję, obserwuję dziecko w tygodniu poprzedzającym rozmowę i robię notatki. Uczniowie nigdy nie wiedzą, kogo poproszę. Początkowo myśleli, że na rozmowę będę zapraszała tylko tych sprawiających proble- my, ale wyjaśniłam, że chcę lepiej poznać wszystkich, bo każdy z nich jest dla mnie jednakowo

ważny, bo tworzą jedną klasę i tak jak w zegarku, jeśli tylko jeden trybik nie zadziała, zegarek nie będzie sprawny. Uczniowie są ciekawi tych rozmów i zauważyłam, że wybrana osoba cieszy się, czując się wyróżniona. Aby przełamać chwilową nieśmiałość, zawsze częstuję ich żelkami i zaczynam rozmowę od błahych spraw, w rodzaju: ładną masz fryzurę, widziałam, że śmiałaś się dziś z Julkiem, ty opowiedziałaś mu coś śmiesznego, czy on?  Dowiaduję się podczas tych roz- mów bardzo istotnych rzeczy o uczniach oraz ich wzajemnych relacjach. Doszukuję się cech, które mogłabym wzmacniać i rozwijać. Uczeń o niewielkich możliwościach intelektualnych może np. świetnie rysować, składać origami lub mieć cechy społecznika. Jeśli poznamy walory każdego, można je mądrze wykorzystać. Jeśli ktoś jest dokładny i pedantyczny, może okazać się najlepszym kandydatem na klasowego skarbnika, a jeśli ktoś umie rysować, to poczuje się doce- niony, gdy powierzymy mu do prowadzenia gazetkę klasową. Musimy jak najpełniej wykorzy- stywać potencjał uczniów, dbając o zgranie klasy, co nie jest równoznaczne z tym, że wszyscy muszą się lubić, gdyż to raczej mało możliwe. Uczniowie mają się tolerować i nie sprawiać sobie przykrości, korzystać z własnego potencjału bez agresji i zbędnej rywalizacji. A jeśli któryś z uczniów, uważany za zamkniętego w sobie i nadzwyczaj spokojnego, mimo naszych prób uaktywnienia go, deklaruje chęć tylko przyglądania się, to pozwólmy mu na taką postawę. Jeśli w roli obserwatora czuje się dobrze i nie chce wnieść w pracę zespołu nic nowego, swojego, nie działajmy na siłę. Nie każdy musi mieć, tak pożądane w dzisiejszych czasach, cechy przywódcze.

Nie bądź śmiertelnie poważny
Radość to wielka wartość. Gdy mamy powody do śmiechu, rozładowujemy napięcia, łatwiej nam zaakceptować siebie i swoje otoczenie. Jeśli się uśmiechamy, to mamy szansę na odwzajemnienie uśmiechu. Strach, uśmiech – tak jak ziewanie – bywają bowiem zaraźliwe. Opowiedz na początku lekcji dowcip (a jeśli nie masz daru opowiadania kawałów, w tej roli świetnie spiszą się sami uczniowie), zlikwiduj stres i napięcie na początku zajęć, przekazując temat np. w formie tajemnicy (głuchy telefon) lub powitaj uczniów słowami: Witam najpierw tych, którzy są dziś w spódnicach, a wystarczy, że jakiś chłopiec odpowie „hej” na powitanie i robi się śmiesznie, lub: Witam tych, którzy dzisiaj umyli rano zęby, a może się okazać, że nie odezwie się nikt, i znów zrobi się wesoło. Taki początek lekcji daje przepływ pozytywnej energii, pozwala na otwartość.

Nie kradnij pomysłów innych, stać cię na kreatywność
Ciągle wymyślaj jakieś nowe działania, by zaangażować w nie dzieci, by nie było czasu na nudę, która rodzi często ryzykowne zachowania. Nie powielaj kolejnego konkursu czy apelu. Wyjdź z pomysłem dalej, zainspiruj się akcjami wolontariackimi, społecznościowymi, konkursa- mi wojewódzkimi i ogólnopolskimi. Wiele możliwości daje np. „Szkoła bez przemocy”. Dzięki jej propozycjom możemy podjąć działania w jakiejś interesującej nas dziedzinie. Od trzech lat jestem jedną z koordynatorek akcji, opracowałam wspólnie z koleżanką dwa projekty, które dzięki zwycięstwu w konkursie miały możliwość realizacji. Pierwszy: „Internet – wspólna pasja
– trwała więź i zrozumienie” miał za zadanie zbliżyć do siebie członków rodziny wspólnym zainteresowaniem grą strategiczną „Anno 1701”. Rodziny razem grały, planowały posunięcia, musiały ze sobą rozmawiać, by ustalić kierunek działania. Wspólne działanie zbliżało dziecko

od dziecka posługiwania komputerem, zaś dziecko korzystało z mądrych rad i przemyśleń stra- tegicznych  rodzica.  Na  koniec  wspólnej  zabawy  zaangażowane  w  grę  rodziny  pojechały na wycieczkę do Warszawy, do interaktywnego kina.
Drugi projekt: „Bractwo współczesnych rycerzy” zaangażował w działania prawie całą społeczność uczniowską. Jedni szyli średniowieczne stroje, inni robili kolczugi, uczyli się tań- czyć dworskie tańce, posługiwać mieczami, strzelać z łuku do tarczy. Każdy znalazł dla siebie coś interesującego, wszyscy chłopcy poznali zasady bycia rycerskim we współczesnych czasach, a dziewczynki dowiedziały się, jak obecnie powinny zachowywać się damy. Finał akcji był praw- dziwym świętem szkoły, ze staropolskim jadłem, pokazami walk rycerskich, turniejem, plebej- skimi zabawami. Najaktywniejsi uczniowie pojechali do Malborka.
Zeszłoroczny, wolontariacki projekt „Iskra miłości” przyczynił się do rozpoczęcia wielu działań pomocowych, nauczył bezinteresowności i pokazał obszary, w których młody człowiek może się zrealizować. Pomagaliśmy organizacjom takim jak: „Gajusz”, WOŚP, PCK, pozyskiwa- liśmy pieniądze i dary dla schronisk, pisaliśmy listy do nieodpowiedzialnych właścicieli zwie- rząt, szukaliśmy domów dla psów, zbieraliśmy nakrętki, puszki, makulaturę, pomagaliśmy pod- opiecznym MOPS, organizowaliśmy aukcje i loterie fantowe, kolędowaliśmy, zbierając pienią- dze dla krajów poszkodowanych w wyniku klęsk (w zeszłym roku dla Haiti), pisaliśmy listy z nadzieją do chorych dzieci, klikaliśmy na Pajacyka Polskiej Akcji Humanitarnej i rozwiązywa- liśmy  zadania  na  stronach  www  niosących  pomoc  przez  Internet  (np.  www.freerice.com). Każdy z uczniów poczuł się potrzebny, bo każdy w jakiś sposób włączył się w działania. Jedna akcja rodziła drugą akcję, dzieciaki prześcigały się w pomysłach Uczniowie zrozumieli, że nie trzeba być dorosłym i bogatym, by pomagać, trzeba tylko chcieć. Nasze inicjatywy, w ramach projektu nakierowane na przyrodę, wpisały się w akcję Klubu Gaja „Adopcja rzeki”, a przy okazji udało nam się wygrać konkurs na najciekawiej przeprowadzone działania i wygrać statuetkę „Kropli tęczy”. Ponieważ nasz projekt należał do zwycięskich w konkursie ogłoszonym przez „Szkołę bez przemocy”, troje uczniów wzięło udział w zajęciach letniej szkoły wolontaria- tu i miało możliwość uczyć się, jak zostać liderem podobnych działań w szkole. Ja wzięłam udział w szkoleniu dotyczącym wolontariatu, by jeszcze bardziej poszerzyć swe kompetencje. Wiele z tych akcji trwa w szkole nadal i będą jeszcze pewnie kontynuowane przez lata, gdyż – jak śmieją się nasi uczniowie – oni nie mogą przestać pomagać, bo uzależnili się od pomagania.
Oprócz opisanych powyżej działań propozycje swoje przedstawiają też ZTU, JUNIOR MEDIA, DBI. Realizuję różne projekty, korzystam z ofert konkursowych i często udaje nam się wygrać honorowy dyplom dla szkoły; ostatnio coraz częściej wartościowe nagrody (w tym roku w konkursie Tesco dla szkół wygraliśmy pracownię multimedialną o wartości 12 000 zł, w kon- kursie Junior Media kamerę i wydruk gazetki w prawdziwej drukarni, w przeglądzie grup teatral- nych wieżę stereo, i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec, ponieważ wysłałam kilka prac na konkursy, których jeszcze nie rozstrzygnięto). Namawiam wszystkich wychowawców, by brali ze swoimi klasami udział w podobnych konkursach. To spaja grupę, wspólny sukces dobrze wpływa na relacje w zespole klasowym, a wychowawcy nie pozwala na wypalenie zawodowe.

Strony: 1 2 3 4 5

Tags: